43 sposoby na zarobek w wakacje

43 sposoby na zarobek w wakacje

Czas matur i zbliżających się wakacji powodują, że studenci i uczniowie zaczynają się rozglądać za wakacyjną pracą. Oczywiście nie wszyscy. Znajdą się i tacy, którzy dwa miesiące będą grać w CS'a bądź oglądać wszystkie odcinki "Mody na sukces".


Same zawsze dorabiałyśmy sobie w wakacje, żeby mieć na słodycze i zakupy w biedrze. Pracę dorywcze zazwyczaj są dość specyficzne i można się spotkać z przedziwnymi zleceniami.






Poniżej przedstawiamy Wam 43 prace dorywcze, które sprawią, że nie umrzecie śmiercią głodową podczas wakacji i będzie Was stać na najdroższego batona (czyt. kinder bueno):

1. Obsługa roll-baru podczas imprez plenerowych - to była moja pierwsza praca polegająca na laniu piwa, rzadziej soku. Wspominam ją całkiem pozytywnie pomimo tego, że wiązała się ze staniem na nogach nieraz od 6 rano do 1 w nocy. Czas bardzo szybko mijał, ponieważ spragnieni imprezowicze nie dawali mi odpocząć nawet na minutę. Z tego co pamiętam to zmęczenia też nie czułam, bo byłam tak zapracowana, że czasem dopiero po 12 godzinach orientowałam się, że jeszcze nic nie jadłam tego dnia i że wypadałoby na chwilę usiąść. W tego typu pracę wpisane jest ryzyko zawodowe związane z pijaną klientelą i nachalnymi machosami Mieczysławami.

Jak znaleźć taka pracę: W moim przypadku były to znajomości ale jeżeli interesuję Was praca tego typu to po prostu podejdźcie na jakimś festiwalu bądź festynie do takiego roll-baru, poproście kierownika i spytajcie się czy może szukają osób do pracy. Teraz jest tak niskie bezrobocie, że przyjmą Was z otwartymi rękami.

2. Host/ Hostessa - w ten sposób również dorabiałyśmy. Taką pracę jest bardzo łatwo dostać i nie trzeba mieć żadnych kwalifikacji po za dużą dozą cierpliwości i wytrzymałymi nogami. Jest to jedna z najnudniejszych prac dorywczych jakie miałyśmy.

Wyobraźcie to sobie : macie stać 8h i serwować ludziom chleb z serkiem kanapkowym. Ludzie się pytają, który najlepszy, Wy nie wiecie co powiedzieć bo spróbować Wam go nie wolno. Irytują Was dzieci, które przylatują co 5 sekund po kolejną kromkę chleba jakby w domu im jeść nie dawali a rodzicę zamaist je ochrzanić to się głupio uśmiechają. Jakaś baba czepia się Was, że w serku jest syrop- glukozowo- fruktozowy jakbyście byli prezesem tych serków i osobiście tworzyli skład a nie stali tutaj, żeby zarobić parę groszy i pójść po wszystkim do domu. W dodatku stoicie przy lodówkach, ubrani w dziesięć polarów a po kilku godzinach i tak nie wiecie gdzie ręce wsadzić, żeby się zagrzać.

Taką pracę najszybciej znajdziecie za pomocą portalu OLX.

3. Obsługa stoiska mięsnego - hahahahha. Do dziś jak to sobie przypomnę, to mam łzy w oczach, ze śmiechu rzecz jasna. Praca polegała na krojeniu wędlin dla klientów. W pewnym momencie do stosika ustawiła się kolejka na pół sklepu, ja nie nadążałam z krojeniem tych kiełbas i kaszanek, dodatkowo woreczki się nie chciały otwierać przez lateksowe rękawiczki a nóż był tępy. W takim koszmarze spędziłam jeden weekend. Agencja była bardzo zadowolona z mojej pracy, zaproponowali mi stałe zlecenie i nawet podnieśli stawkę o 50 groszy ale podziękowałam.

Takiej pracy nie szukajcie.

4. Pomoc biurowa- jeżeli lubicie papierki i pracę z dokumentami to coś dla Was. Zazwyczaj jest to praca polegająca na sprawdzaniu poprawności faktur, archiwizowaniu dokumentacji, adresowaniu kopert itp.

Jeżeli interesuję Was taka praca najlepiej będzie, jeżeli zgłosicie sie do agencji pracy np. Adecco.

5. Praca na produkcji - jeżeli nudzi Was praca biurowa i nie przeszkadza Wam monotonia to świetnym rozwiązaniem będzie praca na linii produkcyjnej.

Wiele agencji pracy takich jak Adecco, Workservice czy Randstand szuka pracowników na wakacje.

6. Praca na magazynie - tutaj sprawa wygląda podobnie jak na produkcji. Niektóre firmy, mają przez wakacje zwiększoną ilość zamówień bądź brakuję im rąk do pracy w związku z urlopami więc szukają ludzi do pracy

Tutaj również musicie się zgłosić do agencji pracy bądź poszukać na serwisach takich jak OLX czy aplikuj.pl.

7. Roznoszenie ulotek- to chyba klasyk gatunku. Nie muszę tłumaczyć na czym praca polega. Jak ją znaleźć? Chyba najszybciej będzie jeśli poszukacie ogłoszeń w internecie.

8.Rozwieszanie ulotek na mieście- opcja dużo lepsza od roznoszenia ulotek. Po zazwyczaj macie płacone od ilości rozniesionych ulotek a nie na godzinę a po drugie nikt na Was krzywo nie patrzy, że mu coś wciskacie do ręki.

Ogłoszeń szukajcie na portalach z ofertami pracy.

9. Ankieter uliczny - zaczepił Was ktoś kiedyś z pytaniem czy macie 5 minutek? My raz się dałyśmy przekabacić ale jak nas poproszono, o adres zamieszkania, numer telefonu i imię i nazwisko to stwierdziłyśmy, że to przesada i nie będziemy sprzedawać swoich danych osobowych. Jesteśmy raczej negatywnie nastawione do tego typu prac, ludzie nie lubią marnować czasu na udzielanie bezsensownych odpowiedzi.

10. Ankieter internetowy - jest to duża lepsza opcja niż zaczepianie ludzi na ulicy. Po prostu wypełniacie milion ankiet a kasę dostajecie od wypełnionej jednej sztuki. Tutaj uważajcie bardzo na oszustów, czytałam wiele historii, że ktoś wypełnił kwestionariusz osobowy odesłał a umowy nigdy nie dostał. Zawsze zastanówcie się 10 razy nim komuś podacie nr PESEL i nr dowodu osobistego.

11. Copywriting-  istnieje wiele platform to pisania tekstów zapleczowych i tzw. precli. Jeżeli tylko macie jakąś minimalną  żyłkę do pisania tekstów to możecie się zarejestrować na tego typu platformie i poszukać zleceń dla siebie.

Portale do pisania tekstów:
- textbookers kliknij tutaj
-goodcontent kliknij tutaj
-oferia kliknij tutaj
-freelanceria kliknij tutaj

12. Merchandiser - dumnie brzmi ale cóż to jest? Jest to osoba, która wykłada towar na półki, dba o odpowiedni wygląd ekspozycji, kontroluje ilość towarów i uzupełnia braki. Tutaj jest o tyle fajnie, że taką pracę można pogodzić z szkołą bądź studiami ponieważ jest to praca na 2, 3 godziny dziennie. Stawka zazwyczaj jest godzinowa.

Warto się rozejrzeć za tego typu pracą na portalach internetowych bądź zapytać w agencji pracy.

13. Tajemniczy klient -zmora wszystkich sprzedawców, promotorów oraz hostess. Jest to osoba, podszywająca się za klienta, która sprawdza jakość świadczonych przez nas usług. Praca całkiem przyjemna i ciekawa.

Ogłoszenia często widnieją na OLX.

14. Zbieranie truskawek- powoli zaczyna się sezon na truskawki i jest to super sposób, żeby sobie dorobić.

 Jeśli gdzieś w pobliżu miejsca zamieszkania macie plantacje truskawek to podejdźcie zapytać czy nie poszukują rąk do pomocy.

15. Promotor marki- częsta praca dorywcza studentów i uczniów szkół średnich ponieważ można pracować w weekendy. Teraz jest tylko jeden problem - niedziele niehandlowe sprawiły, że studentom zmniejszyła się ilość dni pracujących.

16. Kelner/ kelnerka - chyba nikomu nie musimy tłumaczyć na czym ta praca polega.

Często na witrynach restauracji i kawiarni wiszą kartki z napisem: przyjmę do pracy studenta, zatrudnię kelnera/kelnerkę. W tym przypadku trzeba dobrze się rozejrzeć wokół :)


17. Sprzedawca - wiele sklepów cierpi na niedobór pracowników i chętnie zatrudni sprzedawcę na okres wakacji.

18. Doradca klienta - podobna sytuacja tak jak wyżej tyle, że tutaj powinniśmy posiadać podstawową wiedzę na temat produktów, które sprzedajemy. Ich wady, zalety, specyfikację techniczną.

19. Praca na budowie - praca fizyczna dla mężczyzn, myślę, że też łatwo dostać taką pracę na okres wakacji.

20. Płatne staże bądź praktyki - wiele uczelni oraz szkół organizuję dla swoich uczniów płatne praktyki oraz staże. Często są to staże zagraniczne w ramach programu Erasmus. Jest to dla nas świetna okazja by poznać nową kulturę i nawiązać zagraniczne znajomości.

Jeżeli interesuję Was tego typu zarobek, zgłoście się do Biura Karier, które funkcjonuje na Waszej uczelni.


21. Babysitting/ Au Pair - lubicie dzieci? Więc jest to coś dla Was. Co więcej jeżeli marzycie o wyjeździe do Wielkiej Brytanii bądź USA  jest to świetna okazja! Na terenie Polski działają agencję, które poszukują dla par z Ameryki oraz Wielkiej Brytanii osób do opieki nad dzieckiem. Opłacają przelot oraz gwarantują mieszkanie u siebie w domu. Oczywiście dostajemy pensję za opiekę nad dziećmi.

Jeżeli więc marzycie, żeby polecieć do USA lecz nie wiecie skąd wziąć na to środki pieniężne  jest to świetny sposób na rozwiązanie  problemu. Musicie posiadać tylko garść cierpliwości i wrodzoną miłość do dzieci.

Na facebooku znajdźcie stronę, która zajmuje się tym programem: Au Pair in America AIFS Poland kliknij tutaj

22. Tworzenie zaproszeń, winietek - prace plastyczne - jesteście utalentowani plastycznie? W takim razie grzechem będzie zmarnować taki talent. Coraz modniejsze są ręcznie robione kartki okolicznościowe, biżuteria oraz ubrania.

23. Udzielanie korepetycji - jesteście mózgiem matematycznym? Mówicie płynnie po angielsku? Nie możecie żyć bez fizyki? To dlaczego nie mielibyście podzielić się tą wiedzą i przy okazji zarobić parę groszy?

W internecie jest sporo portali, na których możecie się ogłosić:

korepetycje24-  kliknij tutaj
korepetycje.edu.pl - kliknij tutaj
e-korepetycje.net - kliknij tutaj


24. Barman/Barmanka (obsługa ogródków letnich) - ciepła pogoda sprawia, że ludzie robią się spragnieni, a knajpom zwiększają się zyski na sprzedaży piwa i tym samym poszukują osób do pracy.

25. Kierowca, dostawca pizzy - jeżeli czujecie się za kółkiem jak w 7 niebie to myślę, że warto zainteresować się pracą jako dostawca pizzy.

26 Roznosiciel gazet - praca lekka i przyjemna, wymaga od nas jedynie znajomości topografii miasta.

27. Animator/ Animatorka dla dzieci - coś dla miłośników dzieci. Jeżeli potrafisz wymienić w środku nocy 20 zabaw dla dzieci i zaśpiewać taką samą ilość piosenek to praca dla Ciebie.

28. Pomoc kuchenna - miesiące letnie to również gorący okres weselny. Można więc łatwo załapać pracę na kuchni.

29. Wyjazd nad morze- jeżeli przejrzycie portale takie jak OLX bądź grupy na fb z ofertami pracy to na pewno natkniecie się na oferty pracy nad morzem. Pracodawca gwarantuję nocleg, a w niektórych przypadkach również wyżywienie. Z tego co słyszałam jest to ciężka praca, nieraz po 12h dziennie, a zarobki też nie są zbyt wysokie. Ale jeżeli kochacie morze i chcecie się wyrwać z domu na wakacje to coś w sam raz dla Was.

30. Sprzątnie- może gdzieś w Waszej okolicy poszukują osób do sprzątania na kilka godzin dziennie, warto się rozejrzeć.

31. Florysta - kwiaciarnie również w miesiącach letnich maja oblężenie więc warto podejść i się zapytać czy nie poszukują osób do pomocy.

32. Pokojówka- jeżeli mieszkacie w turystycznej miejscowości to warto pochodzić po hotelach i popytać czy mają wolne miejsce pracy dla pokojówki.

33. Recepcjonistka- tutaj sytuacja podobna jak wyżej, tylko warto znać chociaż w stopniu komunikatywnym język angielski, bo mogą nam się trafić goście zagraniczni.

34. Call center- praca polegająca na wciskaniu ludziom ofert przez telefon. Osobiście nie jestem przekonana do tego typu pracy gdyż po godzinie rozmawiania przez telefon mam wrażenie, że mózg mi się gotuję ale może ktoś ma inne zdanie na ten temat.

35. Pracownik techniczny- w szkole zawsze obsługiwałeś nagłośnienie? Interesujesz się wszystkimi nowinkami technicznymi? W takim razie warto rozejrzeć się za pracą tego typu.

Wszelkie portale typu OLX mogą być w tym pomocne.

36. Inwentaryzacja - są to zazwyczaj jednorazowe zlecenia polegające na zliczaniu produktów.

37 Kurier- znasz wszystkie ulice w Twoim mieście? Za kółkiem czujesz się jak ryba w wodzie? W takim razie zastanów się nad kurierką :)

Myślę, że warto poszukać ofert pracy na takich portalach jak OLX, Aplikuj.pl, Pracuj.pl bądź bezpośrednio na stronach przewoźników.

38. Sortowanie paczek - Firmy kurierskie nie tylko poszukują kierowców ale również osób, które te paczki posortują więc jeśli nie do końca kręci Was całodzienna jazda po mieście możecie wybrać tą opcję.

39. Praca w kinie - pod koniec coś dla fanów kina. Praca w towarzystwie popcornu, nowości filmowych i miłośników kinematografii.

Jeżeli kochacie te klimaty to aplikujcie do kin. Na stronach kin m.in Heliosa znajdują się oferty pracy w poszczególnych miastach.

40. Statysta - Nadal coś dla miłośników filmu. Praca na pewno ciekawa i oryginalna. Jeżeli w Waszej okolicy poszukują statystów do jakiegoś filmu to zgłoście się, na pewno będzie to ciekawsza praca niż np. inwentaryzacja magazynu.

41. Robienie za publiczność w programach rozrywkowych- sama nie dawno dowiedziałam się, że tak też można dorabiać :D Podobno jest to świetna zabawa, nie dość, że możecie zobaczyć jak wygląda praca programów rozrywkowych za kulisami, poznać znanych prezenterów to jeszcze nie najgorzej zarobicie. Taka praca jest możliwa w większych miastach takich jak Kraków.

42. Prowadzenie portali społecznościowych oraz/lub stron z sklepami internetowymi- wiele właścicieli sklepów nie ma czasu na samodzielne prowadzenie fb oraz instagrama. Często angażowani są w to właśnie studenci, którzy mają wolny czas w ciągu dnia

43. Wyprowadzanie psów.

W wakacje większość pozwala sobie tylko na urlop max. 2 tygodniowy. To dobry czas by podpytać sąsiada, czy nie potrzebuje pomocy w wyprowadzaniu swojego czworonoga. Jeżeli uwielbiasz zwierzęta, a zwłaszcza psy - połączysz przyjemne z pożytecznym.

Widziałam wiele takich ofert pracy na grupach z ofertami pracy na fb.

Wniosek z tego jest jeden: nie musicie narzekać, że rodzice wydzielają Wam kieszonkowe na wakacje, tylko sami podłapcie pracę i zgarnijcie trochę kasy na osobiste wydatki :)






Ślubne przygotowania - czyli jak nie oszaleć dzięki dobrej świadkowej

Ślubne przygotowania - czyli jak nie oszaleć dzięki dobrej świadkowej

Świadek - brzmi bardzo poważnie i doniośle. Nie mniej jednak nie chodzi mi tu o świadka w sądzie (jeszcze nie wylądowałyśmy w kiciu) ale o świadka na ślubie. Mówiąc szczerze świadek (a w moim przypadku świadkowa, jeżeli mamy się trzymać języka polskiego i odmieniać poprawnie) odgrywa kluczową rolę w całym zamieszaniu związanym z weselem.




Gorączka ślubnych przygotowań trwa w najlepsze, ale zaczęły się one już ponad rok temu więc mogę szczegółowo opisać jaki powinien być przykładny świadek. Bo mój taki właśnie jest.

1. Świadek powinien być Twoim chodzącym zeszytem, kalendarzem i przypominaczem w jednym.

Dosłownie. Co chwilę słyszę tylko: fryzurę już masz? A co z makijażem? Musimy wybrać buty! A moja sukienka?!

Kiedy ja przygotowywałam długą i żmudną jak noc listopadowa listę gości z odmienionymi nazwiskami do zaproszeń, mózg mojej świadkowej działał na pełnych obrotach.
Tygodnie lecą jeden za drugim, a ja czasem nie nadążam z odhaczaniem kolejnych punktów na (wyimaginowanej, bo nie nigdy nie chciało mi się stworzyć) liście "To do". Właśnie wtedy z pomocą spieszy świadek - pilnuje żebym o wszystkim pamiętała (a raczej żebym nie zapomniała, że DO TWOJEGO ŚLUBU ZOSTAŁO JUŻ TYLKO 4 MIESIĄCE O BOŻE).

2. Świadek powinien być szczery aż do bólu.

Naprawdę. Powinien rzucać w Ciebie mięsem, nawet 100 razy dziennie, gdy coś mu się nie podoba, bo uwierz - patrzy na przygotowania z innej perspektywy i chce ci jak najlepiej doradzić.

Przede wszystkim jestem wdzięczna za porady udzielane w dniu wyboru sukni ślubnej. Było szczerze, śmiesznie i właśnie szyje się moja wymarzona suknia ślubna - taka, która MI pasuje, a nie taka, która ładnie wygląda na modelkach (a w mojej głowie już układały się sceny jak to zakładam zwiewną sukienkę, opatrzoną tysiącami koronek i tiuli... A potem JEB zderzenie z rzeczywistością - sukienka wchodzi mi między nogi, a oprócz koronek i tiuli nie widać nic - nawet mojej twarzy).

Opiszę wam jedną z wielu sytuacji z salonu ślubnego:

Widzę piękną (kolejną już, chyba setną) sukienkę. Przymierzam, patrzę do lustra - no nie wiem...
Wychodzę by się zaprezentować i od razu słyszę:

-Wyglądasz jak sierota do Pierwszej Komunii Świętej.

I już wtedy wiedziałam, że nie pasują mi luźno opuszczone suknie i potrzebuję koła. Świadkowa powiedziała szczerze - i za to ją cenię!

3. Świadek powinien być zawsze, gdy go potrzebujesz.

Tak właśnie jest. Oczywiście nie mówię, że ma przyjeżdżać na każde pierdnięcie, ale wystarczy krótkie odpisanie na smsa pt:

-Wysyłam Ci przykładowy makijaż, który mi się podoba.
-Jest. Do. Dupy.

Przygotowania to ślubu to ciągła bieganina, przeglądnie neta i planowanie. Rozmyślanie, przeliczanie i kalkulowanie.
Świadek powinien być z Tobą w takich sytuacjach jak właśnie wybór sukni ślubnej, makijażu, fryzury oraz butów. Najlepiej jeżeli uczestniczy także w próbnych kosmetycznych zabiegach i przedstawia swoje zdanie na temat rezultatów.

4. Do prawdziwego świadka musisz mieć pełne zaufanie.

Zaufaj swojej świadkowej, gdy mówi, że ten piękny make-up złożony z kolorów zachodzącego słońca,  brązów i złota nie pasuje do twojej białej jak śmierć mordy. Wyglądasz po prostu komicznie i nie należy się z powodu takiego zdania obrażać. Trzeba okazać pełne zaufanie - tylko wtedy przygotowania pójdą gładko i przyjemnie. Ba! Będziesz miała również dobrą szkołę jaką świadową być, przy jej przygotowaniach do ślubu :)

5. Idealny świadek sprawi, że się wyluzujesz.

Nie codziennie trzeba rozmawiać na temat ślubu. Dobry świadek nie będzie pakował ci do głowy obrazów cudownej weselnej fryzury po 8 godzinach pracy, gdy ledwo dyszysz i nie zjadłaś jeszcze obiadu. Najważniejszy jest spokój - nic nie da się zrobić na siłę. Choć w sumie da się ale z marnymi skutkami.

6. Świadek jedyny w swym rodzaju zaplanuje świetny wieczór panieński.

Czekam!

7. Prawdziwy świadek musi mieć nienaganny strój.

Nie może przecież w najważniejszym dniu w twoim życiu wyglądać jak Mietek spod biedry. Musi również lśnić, ponieważ jest wizytówką całego wesela.
Trochę pól żartem, pół serio, wybrałyśmy się na zakupy. Obczajcie strój dla mojej idealnej świadkowej :D







Pierwsza Komunia Święta teraz i 16 lat temu

Pierwsza Komunia Święta teraz i 16 lat temu

Sakrament Pierwszej Komunii Świętej to jeden z najważniejszych darów, jakie dzieci otrzymują od Boga. Ten uroczysty dzień wspominamy bardzo dobrze, w powietrzu aż czuć było tą "sakralną otoczkę". Byłyśmy poddenerwowane, podekscytowane i przede wszystkim szczęśliwe. Na oczach całego kościoła przyjąć Pana Jezusa do serca - to dopiero coś! W dodatku dla 6-latka (miałyśmy tzw. wczesną komunię).


Jak zatem wygląda często komunia we współczesnym ujęciu?

Podkreślam - często. Nie mam zamiaru wskazywać palcem, ale sami przyznacie na koniec tego wpisu, że spotkaliście się z przynajmniej jednym zachowaniem, typowym dla przygotowań do tej uroczystości.


Zaczyna się niby pozornie. Dzieciaki w trzeciej klasie są informowane, że w tym roku szkolnym przystąpią do Pierwszej Komunii Świętej. Wybucha zainteresowanie, mnóstwo pytań, "a po co", "a jak"itp. Dziesiątki rozmów, opowiadań, przykładów i dziecko czuje się tak jakoś doroślej.

A w głowach rodziców kiełkują już pierwsze myśli...

-Trzeba zaklepać salę!
-Catering zamawiamy, czy kucharkę?
-Ile osób zaprosić?
-Szukaj zaproszeń!
-Ciekawe co kupią młodemu, w tamtym roku synek sąsiad dostał quada.
-Mam nadzieję, że nie poskąpią do kopert.
-Ile alkoholu? (oczywiście na komunii się NIE PIJE, ale dziwnym przypadkiem wujek Marian zawsze wychodzi chwiejnym krokiem).
-Makijaż? Fryzjer? Co ja założę?!

Tych myśli, pytań jest tyle, że nasuwa mi się tylko jedno:

JAKI JEST PRAWDZIWY SENS KOMUNII?

1. Sala. 
Rozumiem jak ktoś ma małe mieszkanie i nie pomieści tych kilku gości u siebie. Ok - można zaprosić chrzestnych, najbliższą rodzinę na obiad do jakiejś restauracji.
Ale przesadą jest, gdy z okazji komunii wynajmowane są sale na ponad 50 osób. Zaprasza się wszystkich wujków, ciotki, kuzynki, piąte wody po kisielu. Robi się z tego naprawdę małe wesele bez pary młodej. 

Czy dziecko jest wtedy w centrum zainteresowania? Czy ta mała osoba, która dzisiaj zrobiła wielki krok ku dorosłemu chrześcijaństwu jest tu najważniejsza?

A gówno prawda. Najważniejsza jest kreacja ciotki Eli, 3 rodzaje sałatek i nowy passat wujka Mariana, który wszyscy po obiedzie udają się oglądać. 

16  lat temu komunię organizowało się w domu. Był obiad, ciasto, kawa i rozmowa. Było kameralnie, spokojnie i świętowało się wspólnie to wielkie wydarzenie. Dzieciak w białym wdzianku naprawdę grał tu pierwsze skrzypce.

2. Zaproszenia.
Może wydać wam się to dziwne ale ja naprawdę nie wiedziałam, że na komunię również trzeba wręczać zaproszenia. I do tego są miliony wzorów jak na ślub. 

16 lat temu wystarczyło pojechać do wujka na kawę lub zadzwonić i poinformować, że serdecznie zaprasza się na komunię.

3. Prezenty.
Krew mnie zalewa gdy słyszę:
"Mój synek to dostał od chrzestnego w tamtym roku quada!"
"Nie możemy być gorsi - kupmy mu drona!"
A może od razu zafundujcie mu nowe mieszkanie, 20 tys na koncie na start i wycieczkę dookoła świata?
Ludzie powariowali. Naprawdę - to jest szaleństwo. To co w takim razie podarujesz chrześniakowi na ślub? Nowego Jaguara z salonu?

16 lat temu wielkim wypasem dla dziecka był rower. Ja osobiście dostałam trochę pieniędzy i encyklopedie. Zegarek to także fajna i niezbyt droga alternatywa. Najbardziej jednak podobają mi się naszyjniki z Matką Boską, Jezusem. To chyba o to chodzi nie? Żeby mieć pamiątkę po Pierwszej Komunii, a nie pamiątkę po imprezie z kościołem w tle.

4. Alkohol.
Spotkałam się z tego typu uroczystościami, gdzie po obiedzie normalnie było serwowane piwo i alkohol. 
Kolejną zaskakującą i mrożącą mi krew w żyłach rzeczą jest, gdy niby pozornie alkoholu nie ma, ale wujkowie co 15 minut udają się na spacer dookoła domu. A to by pooglądać nowe auto, a to by się dotlenić.
Ciekawe tylko, że z każdym razem jak wracają, to krok mają mniej precyzyjny, a słownictwo mniej zrozumiałe.

16 lat temu człowiek był głupszy i tego nie dostrzegał, czy po prostu ludzie traktowali komunię jako ważne wydarzenie?
Nie pamiętam żeby u mnie na komunii był alkohol. Na pewno nikt nie był pijany, nikogo nie trzeba było odwozić do domu, a po południu wpadł do nas nawet zaprzyjaźniony ksiądz. 

5. Rewia mody.
Na komunii trzeba się przecież zaprezentować. Trzeba lśnić niczym "dajmond" Rihanny i oślepiać wszystkich zajebistością.
Parę miesięcy przez imprezą rozpoczynają się wielkie poszukiwania makijażystki, wizażystki, kosmetyczki, fryzjerki...
Może zaraz operacji plastycznej, botoksu i nowego mózgu?
Przesada. Głęboka przesada. To nie jest wesele.
Powtarzam:

TO NIE JEST WESELE

Nie musisz stroić się jak szczur na otwarcie nowego kanału. Oczywiście elegancki strój jest niezbędny ale po co cała ta szopka z kosmetyczkami itp? 

Do kościoła w niedzielę też idziesz uprzednio zaliczając wszystkie pobliskie salony piękności?

Podsumowując.
16 lat temu komunia to było COŚ. Dzisiaj komunia to wielkie NIC w otoczce konsumpcjonizmu. Sklepy zarabiają krocie na głupocie innych ludzi. Tworzone są kampanie reklamowe pt. co kupić na komunię?
Jak już wspomniałam - miałyśmy komunię w wieku 6 lat. Szczerze mogę stwierdzić, że 6-letnie dziecko bardziej przeżywało tą uroczystość (a wraz z nim rodzice) niż dzieci w 3 klasie teraz.

Teraz to liczą się tylko prezenty, kasa i jak najlepsza impreza, żeby sąsiedzi widzieli, a wujkowie mieli co wspominać.

Żeby nie obgadali nas, że poskąpiliśmy na tani obiad, to zrobiliśmy bibę na 60 osób.

A gdzieś w kącie, w białej sukience, w białym ubranku, siedzi cicho to dziecko sprzed 16 lat i kręci niedowierzająco głową. Serce ma wypełnione szczęściem z faktu przyjęcia Jezusa do serca, a nie quadami, dronami i innymi pierdołami..

-Antykwariat Marzeń





Spostrzeżenia na temat tego jak telewizja rozleniwia nasz umysł

Spostrzeżenia na temat tego jak telewizja rozleniwia nasz umysł

Poranna euforia


Wstajesz rano z uśmiechem na twarzy, biegniesz do kuchni, robisz kawę. W głowie masz milion planów, nie możesz się doczekać ich realizacji. I wtedy się wydarza coś bardzo ważnego, coś co ma wpływ na cały twój dzień i coś co może zniszczyć całą Twoją euforię i ekscytację.

Wiecie o czym mówię?

aktywny dzień
Ambitne plany!

Nie, nie wiecie. Nie zdajecie sobie z tego sprawy. Robicie to odruchowo, machinalnie i nawet nie wiecie jak to wpływa na waszą psychikę . Jak niszczy kreatywność, motywację, świeże spojrzenie na świat. Jest złem, wciąga, uzależnia i w nadmiarze sprawia, że stajemy się intelektualnymi amebami.

Chodzi mi o nic innego jak o telewizję :)


Tak moi drodzy te wszystkie krzywdy wyrządzają nam namiętnie oglądane seriale godzinami, wszelkiego rodzaju odmóżdżające programy śniadaniowe i rozrywkowe.

Pijemy tą poranną kawę i jest nudno więc włączamy telewizor. Początkowo nic nas nie zaciekawia ale po jakiejś chwili wciągamy się w telewizyjnego tasiemca i oglądamy. Wiemy, ze to głupie ale właściwie to całkiem ciekawe kto zdradził Kryśkę i czy Mietek ją porzuci dla nowej lafiryndy. Stwierdzamy, że tylko do oglądamy odcineczek i zabieramy się do naszych obowiązków. W momencie jak się zaczyna kończyć odcinek naszej "Izaury", nagle zdajemy sobie sprawę, że ta poranna euforia i chęć do pracy zniknęła. W sumie po co mamy się męczyć i iść na zakupy? Podłoga jeszcze poleży brudna. Miałam napisać nowy wpis na bloga, przecież wpadłam na genialny pomysł, którym muszę się podzielić z moimi czytelnikami a jednak zaczyna mi się wydawać ten pomysł bez sensu

Dupa.

Nie robię nic.

Oglądam kolejny bardzo rozwijający program telewizyjny tym razem o operacjach plastycznych.

Już rozumiecie co mam na myśli? Mieliście tak kiedyś? Skojarzyliście fakty, że to właśnie telewizja sprawiła, że wasz dobry nastrój i zapał prysł.

TV jednak ważniejsze

Nam to trochę zajęło, ale ostatnio zaczęłam kojarzyć fakty.


Zawsze wstawałam w sobotę, i wiedziałam, że mam dużo rzeczy do zrobienia. Więc robiłam śniadanie i zabierałam je przed TV. Tam zazwyczaj trafił się jakiś program, który przyciągnął moją uwagę. Śniadanie zamiast 20 minut zajęło mi godzinę. Co więcej nie chciało mi się od tego telewizora odchodzić. Więc sięgałam po tą miotłę, żeby pozamiatać dom ale TV zostawało włączone. Sobota więc leciały powtórki "Na Wspólnej". W tygodniu jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby obejrzeć ale w sobotę, w dodatku nie ma reklam!

Nim skończyłam sprzątać było koło 14.

Gdzieś zniknęła moja kreatywność, zdolność samodzielnego myślenia. Byłam przybita i nie w sosie.

Inny scenariusz

Wstaję rano, jem śniadanie w kuchni. 20 minut później zaczynam sprzątać, w tle gdzieś leci radio. Po godzinie dom jest ogarnięty a ja mam nadal mnóstwo czasu, żeby robić inne rzeczy. Ponadto mi się chce je robić! Mam dziesięć tematów do opisania na blogu, planuje zrobić przegląd ciuchów w szafie bo już nic mi się nie mieści a wieczorem pójść na spacer z najbliższymi.

Podsumowując




zwiedzamy Wisłę
Wisła 

Puenta jest taka moi drodzy, że telewizja może jest i super, czasem naprawdę możemy się pośmiać, odmóżdżyć i zrelaksować ale...nie przesadzajmy :) Przede wszystkim nie zaczynajmy dnia od niej, zacznijmy dzień od pracy wtedy kiedy jesteśmy najbardziej produktywni oraz kreatywni a skończmy dzień na odmóżdżającym serialu o Typowych Januszach :)

Notabene jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na ten temat. Dużo oglądacie telewizji? Uważacie, że ma ona jakiś znaczący wpływa na naszą psychikę? Czy może nie ma to absolutnie żądnego znaczenia Waszym zdaniem? Czekam na Wasze wypowiedzi w komentarzach ! :)

-Antykwariat Marzeń 




Typy ludzi z second handów

Typy ludzi z second handów

Lubimy buszować po sklepach z używaną odzieżą. Można złowić naprawdę fajne ubrania za niewielką cenę. W dodatku w bardzo dobrym stanie. Takim sklepom towarzyszą często tłumy ludzi wyszukujących okazji. Second handy lubią robić tzw. "przeceny przecen",  wtedy robi się w sklepie jak w ulu. Co za tym idzie? Można spotkać wiele ciekawych osobowości.


1. "Co o tym sądzisz?" - zazwyczaj osobniki spotykane parami. Nie ma nic złego w zasięgnięciu rady u innej osoby, ale jeżeli laska lata co chwilę jak poparzona do drugiej dziewczyny, pokazując każdą bluzkę, jaka wpadnie jej w ręce - to to już nie jest ok.

Przykładowy dialog:
-Co o tym myślisz? Pasuje mi? Jak leży? To mój kolor? - pyta dziewczyna, trzymająca o 2 rozmiary za małą bluzkę w gołębie.
-Jasne! Bierz - to tylko 3 zeta! - odpowiada koleżanka, pakując do wózka już 20 szmatę.

2. Oby mnie nikt nie zobaczył... - tak, takie przypadki są bardzo częste. Kryją się za wieszakami i co chwilę zerkają, czy nie ma żadnego znajomego w pobliżu. Sami powiedzcie, co by było gdyby ktoś zobaczył ją w szmateksie? Skandal!

Takie myślenie jest dziecinne. Kupisz tu rzeczy niekiedy ładniejsze i lepszej jakości niż w sieciówkach. Co z tego, że ktoś je wcześniej nosił? Wypierzesz i będzie ok, a czasami zdarza się, że są prawie nieużywane.

3. Niezadowolona lala - krzywa mina, ubrania dotyka jednym palcem i nic się jej nie podoba. To za jasne to za małe, to wieśniackie. Szkoda tylko, że swoim ubiorem nie rzuca na kolana, ale cóż... Zawsze zastanawia mnie po co ktoś przychodzi do takich sklepów z miną męczennika. Ok, czasami w second handach śmierdzi (wiem co mówię! Do dziś na hasło mojej przyjaciółki "chodźmy do Alexandra" kręci mnie w nosie :D Ale przemogłam się i już mi to nie przeszkadza).

4. Nienażarta zakupoholiczka - ładuje do wózka wszystko jak leci. Nie patrzy na rozmiary, kolory, ubiór adekwatny do pory roku - ważne żeby nabrać pełny wór. Potem przy kasie tworzy się niekończąca kolejka (dobrze jak ubrania są na wagę, wtedy idzie szybciej). Takie osoby zazwyczaj nie przymierzają zebranych łupów (chwała Bogu, bo w przymierzalni spędziłaby pół dnia). Następnie wychodzi ze sklepu obładowana niczym wielbłąd lub Święty Mikołaj.

Może wy wiecie po co komu tyle ubrań? Do palenia w piecu? Mycia podłóg? Ktoś to oddaje na biednych - nie mam pojęcia. Może pazerność? Jakie są wasze przemyślenia na ten temat?

5. Samotny strzelec - to ja jakiś tydzień temu. Takie osoby spokojnie oglądają ubrania i wybierają tylko te, które ich zdaniem będą pasować. Dzięki temu nie ma zbędnych korków w przymierzalniach, a zazwyczaj przy kasach też nie, bo kupują tylko parę rzeczy. Spotkanie takie osoby samotnie (najwyżej wykonujące 1 telefon do przyjaciela o poradę).

6. "To moje! Oddawaj!" - trochę agresywniejsza wersja nienażartej zakupoholiczki. Osobniki tego pokroju są gotowe podbiec do ciebie i wyrwać ci ubranie z ręki, krzycząc, że wcześniej już je dotykali i jest zaklepane.

Tak samo rzecz ma się z przymierzalniami. Brałam kiedyś udział w niecodziennej sytuacji, gdy kotara jednej z przymierzalni była odsłonięta, a na wieszaku wisiały jakieś ciuchy. Pomyślałam, że ktoś po prostu ich nie odniósł, bo to było bardzo popularne w tym sklepie. Jednak po chwili zobaczyłam torebkę na wieszaku i zaczęło mi się coś nie zgadzać. Zanim zdążyłam pomyśleć, łysy dres odchylił kotarę mówiąc: "Zajęte to jest! Nie widzisz, że sobie tam moja dziewczyna powiesiła torebkę?!" Zza typowego Sebixa wychynęła Karyna z kolczykiem w nosie i pępkiem na wierzchu, irytująco żując gumę. Wcięło mnie, zapytałam spokojnie od kiedy to się zajmuje przebieralnie zostawiając w niej torebkę. Chyba tylko po to, by ktoś ją zajebał. Sebek odburknął tylko, a ja ich pozdrowiłam, wyszłam z kabiny i życzyłam powodzenia w życiu.
Tragedia.

7. Śmierdzące żule - często spotykane. Ja rozumiem, że nie stać kogoś na nowe ciuchy i ubiera się w second handzie. Ale żeby od razu jebać niemiłosiernie? Zazwyczaj są to kobiety (serio!), często matka z córką (tak wynika z moich obserwacji). Brak zębów, wylewające się boczki zza za małych dżinsów i co drugie słowo to "kurwa".

-Kurwa Karyna patrz jaka kurwa fajna spódnica prima sort.
-Kurwa matka chcesz żebym jak dziwka wyglądała?!

I tego typu dialogi. Na fajki ich oczywiście stać, tak więc nie współczuję im niczego.

A wy? Jakie typy ludzi spotykacie w takich sklepach? Czy wasze obserwacje pokrywają się z naszymi? Dajcie znać w komentarzach :)




-Antykwariat Marzeń
Nauki przedślubne - czyli jak pozbyć się stówki w 2 minuty

Nauki przedślubne - czyli jak pozbyć się stówki w 2 minuty

Zazwyczaj nie lubimy roztrwaniać pieniędzy na głupoty. Preferujemy rozważne zakupy i pełne żołądki - to nasze priorytety. Jakiż był więc nasz sprzeciw, gdy usłyszałyśmy, że przygotowania do ślubu to kolejna stówka w plecy! Na co? Na jakże bezsensowne nauki prześlubne

Dwa tygodnie temu wraz z naszymi narzeczonymi, przygotowywaliśmy się do małżeństwa uczestniczą w naukach przedślubnych. Jak myślicie, udało nam się do tego przygotować? Dowiedzieliśmy się czegoś odkrywczego?

Nie


1. Kwestie organizacyjneNa wstępie powiem wam, jak w ogóle wygląda organizacja takich nauk. Możecie w nich uczestniczyć nawet 1.5 roku przed ślubem.
- aby zapisać się na kursy, należy wejść na stronę parafii/diecezji i znaleźć dogodny dla nas termin i lokalizację oraz skontaktować się z organizatorami
- koszt. Tako moi drodzy nauki przedślubne są płatne. My płaciliśmy 100 zł za parę
- czas - zależy od parafii. My znaleźliśmy najkrótsze, które trwały łącznie 10 h (5 h w sobotę i 5 h w niedzielę). Były oczywiście też kursy po 20 h, ale nie róbcie sobie tej krzywdy.
- ilość osób - na naukach, w których uczestniczyliśmy, brało udział az 28 par! Teraz sobie policzcie: 28 x 100 zł...
- poczęstunek - za te 2800 zafundowali nam pp drożdżówce na głowę i kawę. Zawsze coś ale trochę lipa.


2. Przebieg nauk.
Przyjechaliśmy na godzinę 9.30. Powoli zaczęły zjeżdżać się też inne pary. Jednizapytali, czy to tu odbywa się spotkanie anonimowych alkoholików. Przez grzeczność nie zaprzeczyliśmy. Kurs odbywał się w czytelni katolickiej na tyłach kościoła. Zajęliśmy miejsca przy stolikach i przyszedł ksiądz - organizator całego zamieszania. Przywitał się z każdym po kolei (co w zasadzie było bardzo kulturalne i uprzejme) ale za chwilę pozbierał od każdego kasę i wyszedł nucąc pod nosem wesołą melodię. Nie dziwię mu się - też bym była cała w skowronkach, gdybym w 2 minuty zarobiła 2800 zł.

Po chwili konsternacji, w drzwiach ukazał się kolejny duchowny, który miał poprowadzić pierwszy wykład. Pierwsza moja refleksja: Co ksiądz może wiedzieć życiu w małżeństwie? Tak jak myślałam:

Nic


Przez 2 h opowiadał nam o obrazie, który wisiał na ścianie. Wyglądało to mniej więcej tak:
-Widzicie tą Panią, która stoi w kącie obrazu? Jak myślicie, czemu jest smutna?
-Bo może jest głodna - pomyślałam z przekąsem.
Po chwili pada kolejne pytanie:
-A ta grupka tańczących ludzi w kółeczku? Dlaczego się śmieją?
-Bo pewnie coś brali! - Mam ochotę wykrzyczeć to zdanie, ale gryzę się w jezyk.
Konkluzja odnośnie tego malowidła była taka, że podstawą każdej relacji jest rozmowa. Strasznie nie lubię takiego lania wody, owijania w bawełnę, gadania o dupie Marynie i pieprzenia o byle czym. Byleby tylko wypełnić czymś ciszę. Myślę, że ludzie tak robią, gdy zwyczajnie nie wiedzą co powiedzieć. To co nam przekazał ten ksiądz, można było zamknąć w dwóch, trzech zdaniach. Jemu to zajęło 2.5 h. Czysta strata czasu.
Lekcja języka polskiego się skończyła i przybył kolejny prelegent, tym razem cywil ale bez obrączki. Pewnie stary kawaler, sądząc po tym, że idealna kobieta dla niego powinna mieć takie atrybuty jak: mop, garym pieluchy i zero życia. Przytoczył nam również opowieść o pewnym małżeństwie, które rozpadło się, ponieważ przez tydzień żona serwowała mężowi warzywa na patelni. Jej ukochany postanowił ją zdradzić, bo prawdziwy chłop to musi codziennie mieć 5 rodzajów mięsa na talerzu i podstawione to pod nos. Według pana prowadzącego, powód rozwodu był jak najbardziej poważny.




Później rozwiazywaliśmy testy osobowościowe. Cała idea nie byłaby wcale taka głupia, gdybyśmy zaznaczali cechy naszych partnerów, a nie swoje i potem konfrontowalibyśmy odpowiedzi. Ale mniejsza z tym, chyba za dużo wymagam.

Jeżeli chodzi o poczestunek, to dostaliśmy kawę i drożdżówkę. Sami sobie dopowiedzcie, czy to dużo za 100 zł...

Pierwszy dzień upłynął w miarę spokojnie.
Nazajutrz miało być gorzej...

Pierwszy wykład miał być na temat przygotowania się do rodzicielstwa. Przyszła babka, lat 150, dysk twardy, przeciążony i wymagający konkretnego formatu. Po 2 godzinach, przy pomocy jednego z uczestników udało się jej włączyć prezentację na laptopie, którą jak się dowiedzieliśmy przygotował jej mąż. Pełna profeska - mąż to na bank informatyk! Babcia Frania wyświetliła na ekranie hymn o miłości św. Pawła i kazała każdemu czytać po jednym wersie, zamieniając słowo miłość na swoje imię. Na początku szło to sprawnie, ale potem wszyscy mieli to w dupie i zrobił się jeden wielki rozgardiasz. Następnym naszym zadaniem było przyklejenie puzzli do kartek A4. Nikt nie wiedział o co kaman, co ma przedstawiać rysunek i jaki jest tego cel. My chyba nie za bardzo wczuliśmy się w rolę, bo zamiast ułożyć DOM to wyszło nam coś na kształt koślawej Wieży Eiffla.
Pani Frania była zachwycona swoim wystąpieniem, my trochę mniej. Apogeum wkurwienia pojawiło się, gdy usłyszałam frazę: "Drogie Panie! Antykoncepcja to zło! Ja jestem położną i widziałam wiele przypadków kobiet, które przyjeżdżały do szpitala i przestawały chodzić, po stosowaniu zabezpieczenia."

KURWA SERIO?!


Nareszcie skończyła swoje wywody (po pokazaniu zdjęć kobiecego śluzu i macicy)  i mogliśmy wyjść na zewnątrz. Postanowiliśmy nabrać wiecej drożdżówek i po 2 kawy.
Po zjedzeniu nadszedł czas na ostatni wykład. Kończyliśmy przygodę z naukami prelekcją księdza, który wczoraj napchał portfel dość pokaźną sumką. Szczerze mówiąc nie za bardzo wiem o czym mówił. Chyba gadał 3 po 3 żeby czas minął. Po skończeniu small talku udaliśmy się na mszę świętą. Kościół bardzo ładny, czysty i nowoczesny. Msza również minęła szybko i przyjemnie, a po niej ksiądz rozdał nam certufikaty, potwierdzające uczestnictwo w kursie (czytaj: kartkę A4 zgiętą na pół z pieczątką).

Parę refleksji:
1. Nauki nie dały nam nic, a nawet wzięły - 200 zł nie nasze.
2. Czemu do głów wkładają średniowieczne nauki to ja nie wiem. Może zamieszkajmy w lepiankach i jedzmy szczaw?
3. Kogo w Polsce stać, by rodzić co roku dziecko?
4. Dlaczego tylko 1 drożdżówka na osobę?!
5. Ksiądz nic nie wie o małżeństwie - potwierdzone info.
6. Na nauki zapraszają gburów i kury domowe, by promować styl życia chodzącego inkubatora.

-Antykwariat Marzeń




Choroby współczesnego świata

Choroby współczesnego świata

Lista chorób panujących aktualnie na świecie jest długa niczym z Polski do Chin. 

Nic w tym dziwnego, bo przecież kto z nas nie zna choć jednej osoby, która choruje na raka w najbliższym otoczeniu? Który człowiek po 70-tce może pochwalić się niezawodną pamięcią i odpornością na tego zaciekłego Niemca, którym jest Alzheimer? 

Bolące plecy.

Ciągłe przeziębienia.

Tu strzyknie, tam stuknie, tu coś wypadnie.

Dziury w zębach, grzybice, zapalenia stawów, migreny...

Nie mamy zamiaru wstawiać tu encyklopedii medycznej. Ten wpis ma na celu ukazanie chorób współczesnego świata ale... trochę innych.

Jakich?

Zaczynamy.

  1. Zazdrość. 
Zazdrościmy praktycznie wszystkiego. Nowych butów, lepszego auta, ilości przeżytych podróży, pięknego domu, szalonego życia. Ona jest ode mnie chudsza. Zazdroszczę jej tego tyłka i płaskiego brzucha.
On kupił sobie nowe auto, zazdroszczę - mnie nie stać.
Ooo pojechała na wakacje 3 raz w roku? Zazdro! 

Dobra. Ma lepszą dupę, auto, jeździ gdzie chce. A Ty? Naprawdę nic nie masz? Popatrz:
  • Masz chociaż jedną osobę, do której możesz się codziennie odezwać bez względu na porę dnia? Super! Zazdrość sam sobie, bo niektórzy nie mają przez parę lat do kogo otworzyć gęby i żyją jak pustelnicy.
  • Pracujesz? To naprawdę sukces! Wiele osób w naszym wieku siedzi na garnuszku rodziców i "studiuje" dziennie, spędzając czas na imprezkach. Co z tego mają? Zero nauki dorosłego życia i kopa w dupę po skończeniu studiów, gdy rynek pracy połknie ich i wyrzyga w KFC.
  • Oddychasz? Może to zabrzmi śmiesznie ale niektórzy przez wiele lat leżą przykuci do łóżek, podłączeni do aparatury i nieświadomi rzeczywistości. A ty? Właśnie popijasz kawę. Co z tego, że rozpuszczalną, co z tego że w niezbyt eleganckim mieszkaniu i co z tego, że nie akurat w Kalifornii? To wszystko możesz osiągnąć. Ludzie w śpiączce już niekoniecznie...
2. Plotki.
Uwielbiamy plotki. Uwielbiamy gdy coś się dzieje, gdy jest akcja, można się pośmiać, obgadać, wbić nóż do pleców... Osobiście uważamy, że owszem - można porozmawiać na czyjś temat. Ale w gronie osób zaufanych. Niestety sytuacje często przybierają zły obrót - plotka wychodzi spod kontroli i można wtedy komuś zniszczyć życie. Jedną, nieprawdziwą historią, która może ciągnąć się za obgadaną osobą latami...

3. Pójście za tłumem.
"A bo ona chodzi na siłownię, to ja też idę."
"Wszyscy idą do ciotki na imieniny, to ja też pójdę"
"Skoro oni tak mówią, to ja też tak twierdzę"
"Wszyscy biorą kościelny ślub to ja też, bo babka się obrazi"

I wiele, wiele innych. Tak naprawdę ciągle za kimś idziemy. Kogoś naśladujemy. Powielamy sytuacje. Z pozoru nie ma w tym nic złego, ale gdy naszym życiem zaczynają rządzić sprawy innych ludzi, to robi się to trochę niepokojące. Nic nie musisz.

To, że Kryśka lata na każde spotkanie rodzinne, nie znaczy, że Ty też tak masz robić. Zwłaszcza, że zwijasz się wtedy z nudów i obżarstwa.

Po co idziesz na siłownię, jak nawet tego nie lubisz? Zrobić foto? Dodać zdjęcie z nowym bidonem kupionym w Biedrze i #fit na insta? A tak, bo Joaśka chodzi namiętnie co tydzień. Wszystko jasne.

Nie chodzisz do kościoła, nie modlisz się, nie wiesz nawet, że jest Wszystkich Świętych i z osłupieniem całujesz w ten dzień klamkę sklepu. Ale ślub kościelny - no pewnie! Co by babka powiedziała?!

Trzeba stanąć na chwilę i przemyśleć. Przekalkulować. Ruszyć głową. Podjąć indywidualną decyzję. Wejść w czyjeś buty na chwilę i zrozumieć. Mieć na uwadze swoje dobre samopoczucie, a nie trend wśród znajomych.

4. Narzekanie.
Mega popularne i przeczytałyśmy już mnóstwo wpisów na ten temat. Wszystkie są jak najbardziej prawdziwe, bo z czystym sercem zgadzamy się, że jest to nasz narodowy sport. 
Odpowiedz sobie na jedno pytanie: Czy dziś udało Ci się nie narzekać?
No właśnie. Nam też nie.

5. Wymądrzanie się.
Kto z nas nie zna choć jednej osoby, która potrafi rzucić radą na każdy temat. Niekoniecznie prawdziwą oczywiście. 
  • "Nie zmieniaj tych biegów tak szybko", "Czemu nie skręciłaś jak było wolne?" "No wyprzedź go" - mówią osoby bez prawa jazdy
  • Lepiej nie jedź do tej Hiszpanii, ja ci dobrze radzę. Spalisz się tam, kasy wydasz i nic z tego nie będzie. Wybierz nasze polskie krajobrazy - będziesz miała lepsze wczasy - powie ci wujek, który najdalej był po alkohol w Czechach
  • Pisanie? Jak można na tym zrobić? Klepiesz w tym komputerze, a do normalnej pracy się nie weźmiesz! - subtelnie zasugeruje ci ciotka na bezrobociu.


To tylko parę chorób, na które cierpią współcześni ludzie. Najważniejsze to skupić się na swoim zdaniu i pozytywnym patrzeniu na świat. Nie zazdrościć, nie obgadywać, nie narzekać, a porady słać tylko do samych siebie. Niewykonalne? Małymi krokami kiedyś osiągniemy ten cel :)



- Antykwariat Marzeń
Copyright © 2014 Antykwariat Marzeń , Blogger